
Niemcy upolityczniaja historie
Z Mariuszem Muszynskim, przedstawicielem MSZ ds. wspolpracy polsko-niemieckiej, rozmawia Aneta Jezierska
Dlaczego rzad niemiecki nie chce wspolnej, niemiecko-polskiej deklaracji w sprawie roszczen?
- Dlatego ze sytuacja, ktora byla po wojnie, w porownaniu z ta, ktora jest teraz, pod wzgledem prawnym znacznie sie zmienila. To znaczy ewoluowala cala dziedzina praw jednostki. Kiedys nie bylo mozliwosci dochodzenia tego rodzaju roszczen wobec panstwa polskiego w zaden inny sposob jak tylko na drodze formuly rozmow miedzy panstwami. Teraz jednostka ma juz zdolnosc procesowa w prawie miedzynarodowym i moze samodzielnie wnosic tego rodzaju roszczenia przeciwko jakiemus panstwu do istniejacych trybunalow miedzynarodowych. Wspolne dzialanie panstw Polski i Niemiec w tym zakresie blokowaloby te mozliwosc obywatelom niemieckim. Dlatego nie lezy to w interesie Niemiec. Twierdza, ze nie jest to potrzebne, ale tak naprawde boja sie, iz obywatele niemieccy mogliby wystepowac z roznego rodzaju roszczeniami wobec nich o charakterze regresu. Bo jesli zostaloby to uregulowane miedzy panstwami, to nalezaloby zalatwic jeszcze sprawe roszczen miedzy obywatelami niemieckimi a Niemcami. Przypomnijmy, ze to obywatele niemieccy zaplacili reparacje wojenne za panstwo z wlasnych majatkow.
A dlaczego stronie polskiej tak bardzo zalezy na tym oswiadczeniu rzadowym?
- Takie oswiadczenie po prostu wzmacnialoby nasza pozycje. Mogloby miec formule tzw. interwencji, skierowanej do Trybunalu Praw Czlowieka. Mogloby to byc formalne stanowisko panstwa niemieckiego i panstwa polskiego (tzw. interwencja procesowa). Mogloby rowniez byc skierowane do Rady Europy, ktora jest cialem politycznym, w ktorym powstala Konwencja o Ochronie Praw Czlowieka. Na pewno zawezaloby Niemcom mozliwosci ruchu w kontekscie tych spraw, ktore sa obecnie przed Trybunalem w Strasburgu. Skoro nadarza sie mozliwosc weryfikacji skutkow wojny, to Niemcy sa juz tak silnym panstwem, ze chca sprobowac.
Rzad niemiecki wielokrotnie wskazywal, ze nie popiera pozwow roszczeniowych wysiedlonych Niemcow. Z drugiej strony gotowy jest juz projekt placowki upamietniajacej przymusowe przesiedlenia Niemcow po II wojnie swiatowej. Czy nie odnosi Pan wrazenia, ze rzad niemiecki tak naprawde prowadzi cichy flirt z pania Steinbach?
- Jak czytam w prasie, ze u prezydenta Republiki Niemieckiej lezy wniosek o nadanie odznaczenia pani Steinbach, to nie wiem, czy jest to tylko "cichy" flirt. Mysle, ze mamy tu do czynienia ze zjawiskiem polityzowania historii. Niemcy oczywiscie sie do tego glosno nie przyznaja, ale nie jest to pierwszy pomysl na to, by to wlasnie Niemcy nagle opisywaly i przedstawialy II wojne swiatowa. Sa juz plany niemieckiej fundacji Pamiec - Odpowiedzialnosc - Przyszlosc zrobienia wystawy o ofiarach niemieckiego nazizmu. Teraz beda robic wystawe "Widoczny znak wypedzen". Pojawiaja sie juz koncepcje na to, zeby pokazywac, iz w Niemczech byl zorganizowany ruch oporu przeciwko Hitlerowi. To polityka zaczyna pisac historie.
Jak Pana zdaniem niezwykle agresywna postawa niemieckiej prasy i niemieckiego rzadu zawazyla na stosunkach polsko-niemieckich?
- Ta agresja byla zupelnie niespotykana w relacjach miedzypanstwowych. Miala ona na celu uderzenie w wizerunek Polski, a przez to oslabienie potencjalnych mozliwosci negocjacyjnych naszego kraju - zarowno na samym szczycie, jak i w ogole w przyszlosci. Co ciekawe, akcja uderzania kontynuowana byla rowniez po szczycie UE. Mozna z tego wyciagnac wniosek, ze bylo to dzialanie wymierzone w scene wewnetrzna Polski, w polski rzad, by go oslabic. Prawicowy, katolicki rzad Polski jest zdecydowanie nie na reke Niemcom i ogolnie klasie politycznej Europy Zachodniej. Prawicowy i katolicki rzad nie znajduje odpowiednika w Europie, gdzie wedlug naszych kryteriow politycznych rzadzi lewica i centrum. Tam nawet prawica jest laicka. Oddzialywanie na wewnetrzna scene Polski ma na celu doprowadzic do zmian politycznych, a nastepnie odmienic nasza mentalnosc, nasz swiatopoglad.
Jak na chwile obecna ocenia Pan stosunki polsko-niemieckie?
- Mysle, ze to, co postrzegamy, jest wynikiem naszej obrony przed agresja medialno-polityczna. Polska chce przywracac normalnosc w tych relacjach, bo do 2005 r. nasze relacje nie byly normalne. Nie moze byc tak, ze godzimy sie na niekorzystne dla nas rozwiazania, ktore proponuja nam zagraniczni partnerzy. Kiedy sie jednak nie zgadzamy, nastepuje atak medialno-polityczny w celu zlamania naszego stanowiska. Z kolei nasze inicjatywy sa niepodejmowane mimo oficjalnych zapewnien o woli wspolpracy. Polska przyjela postawe normalna w stosunkach miedzynarodowych - dbania o interesy obywateli, o wlasna pozycje polityczna.
No comments:
Post a Comment